"Achilles gniewa się w swoim namiocie, opłakuje Patroklosa, włóczy trupa Hektora wokół grobu przyjaciela i płacze na słowa Priama. Czy potrafimy to zrozumieć? Oczywiście - i nie trzeba nam na to być Achillesem, kochać Patroklosa czy wlec w kurzu Hektora. Sokrates pędzi życie na dysputach, bada opinie, pyta, czym jest cnota i wiedza, z posłuszeństwa Bogu staje się bąkiem dla Aten i za to umiera. Czy to potrafimy pojąć? Tak, choć sami ani do takiego życia, ani śmierci nie jesteśmy zdolni. Wędrowny kaznodzieja woła do dwu rybaków: pójdźcie za mną, a zrobię was rybakami ludzi, i ci porzucają sieci, żeby już do nich nie wrócić. Nawet to rozumiemy, choć nikomu z nas się nic takiego nie przytrafiło, a i nikt z nas pewnie by za takim wezwaniem nie poszedł. Czegośmy nigdy nie doznali, rozumiemy ze słów dawnych pism. Ale czy rozumiemy właściwie? Po myśli Homera i zgodnie z rozumieniem jego współczesnych? Tak jak Platon i czytelnicy, dla których pisał, rozumieli słowa Sokratesa? Tak jak palestyński Żyd z pierwszego wieku rozumiał bliskość Królestwa Bożego i powołanie do niego? Tu już się zawahamy".