Sprawy, o których mówi ta książka, długo zdawały mi się nie do opowiedzenia. Właściwie nadal takie mi się wydają. Bo jak o nich mówić, nie popadając zbytnio w pospolitość? Albo też, z drugiej strony, nie narażając innych na krzyk nachalnych wyznań? Jeżeli jednak coś pozwoliło mi skreślić tych kilka słów, to pewien, rzekłbym, narracyjny filtr. To jest perspektywa osoby, która zdaje się pozostawać niejako na zewnątrz, ale jednocześnie coś tam jednak wie, może niekiedy nawet więcej niż coś, jakby dopadana przez różne dziwne światy, nie raz, i to do żywego. Stąd jedno tylko pragnienie – mówić p o p r z e z tę książkę, bo mówić o n i e j po prostu nie potrafię. Odnoszę wrażenie, że jej sensy drgają na najczulszych, do granic napiętych strunach, toteż mogą przepaść przy choćby muśnięciu.