Tom wierszy Piotra Michny „idąc śladem…” można czytać jako poetyckie poszukiwanie zakorzenienia – w przestrzeni, w czasie, w języku. Poeta penetruje krajobrazy. Te, które jawią się przed oczami niespiesznego przechodnia, i te, które się pamięta – pejzaże przeszłości. Obie przestrzenie jednakowo znikliwe, poddane niestrudzonej i bezwzględnej rzece czasu. Obie jednakowo trwałe, jakby prawdą było to, że „czas nie przeminie/ bieg jego zaziemski/ istnieć będzie w Raju./ Ruch rzek niewstrzymany”. Obydwie znaczące, mówiące o nas samych. To dzięki nim jesteśmy tym, kim jesteśmy. Mam wrażenie, że przez wiersze Piotra nieustannie przewija się to właśnie pytanie: kim jestem? Kim jestem sam