Wścibski Antek kilka razy podpatrzył Heńka, jak ten pałaszuje kanapki z grubym plastrem pasztetu. Któregoś dnia nasz Antek niewiele myśląc włożył swoje kanapki z boczkiem do szuflady Heńka, a zabrał jego porcję zawiniętą w gazetę. Antek na krótką przed dziesiątą rozpakował zawiniątko Heńka i zdębiał. Pomiędzy dwiema kromkami białego chleba była kromka czarnego razowca przypominająca z daleka plaster pasztetu. Na naprawienie błędu było już za późno. Heniek otworzył szufladę, wyciągnął jak zwykle swój barowy kubek, a potem sięgnął po kanapki. Znieruchomiał. Przez chwilę stał jak wryty. Spojrzał po twarzach kolegów, potem drżącym głosem powiedział: - To już wszystko wiecie. Zobaczyliście, jak się buduje chałupę tymi oto dziesięcioma palcami. - Wyciągnął przed siebie obie dłonie i waląc nadgarstkami w blat stołu powtarzał: - Tymi dziesięcioma palcami. Jesteście skurwysyny, dranie bez litości.