Nie byłem uczestnikiem Powstania, chociaż pamiętam Warszawę z sierpnia 1944 roku. Miałem wtedy pięć lat i mieszkałem z rodzicami na rogu Cegłowskiej i Podczaszyńskiego, na Bielanach. Ojciec pracował w zakładach "Ostfrucht" na Ceglanej 14 w Śródmieściu. Była to fabryka marmolady i przetworów owocowych - tych dobrych, nasączonych cukrem, dla Wehrmachtu, i tych niemal niejadalnych, z dodatkiem sacharyny, dla ludności polskiej. Ojciec był od dawna w konspiracji, wiedział o przygotowaniach do Powstania. Uspokajał mamę, że "ma przydział na Bielany" i że walka potrwa najwyżej parę dni. 1 sierpnia około południa pożegnał nas bez zbytnich czułości, bo przecież - jak sam mówił - miał tylko zawieźć klucze do fabryki i zaraz wracać do domu. Klucze trzeba było koniecznie oddać, bo na Ceglanej przewidziano koncentrację jakiegoś powstańczego oddziału...