Blade światło złowrogiego księżyca otuliło delikatnie splątane korony drzew. Mroczna warstwa podszytu, skąpana w mlecznej mgle, kryła w swych ciemnościach głuche jęki czarnej nocy. Bezgwiezdne niebo, scalone z ziemią niewidzialną granicą, tańczyło z nocnym echem makabryczny taniec. Ostre powietrze, ujarzmiane przez oddech żałobnej natury, dźwigało brzemię nieopisanych dźwięków, dobywających się z serca ziemi… Maleńkie, bose, śnieżnobiałe stópki kroczyły niepewnie miękkim, wilgotnym runem. Kruczoczarne, długie włosy zaczął bezlitośnie targać wiatr. Blask bursztynowych oczu rozświetlał ciepłą łuną mrok leśnej gęstwiny. Wzrok tajemniczej postaci padł na drobne, białe dłonie obficie ściekające krwią – jej dłonie…