W dniu 23 lipca 2010 roku Raja Shehadeh notuje: „Od dłuższego czasu planowałem zejść zboczem koło naszego domu i uratować choć trochę skamieniałych korali, zanim dotrze tutaj nowa droga i ruszy budowa, a skamieliny zostaną rozbite w pył. Dziś nareszcie mi się udało; nazbierałem tyle, ile byłem w stanie unieść”. W dzienniku palestyńskiego pisarza nie ma nieistotnych słów ani nieznaczących gestów. Każde zdarzenie, każda obserwacja jest impulsem do refleksji nad sytuacją okupowanego kraju i zamieszkujących go ludzi. Być może wynika to z samej istoty życia w Palestynie: trudy codziennego życia sprawiają, że nawet zwykłe czynności, jak wyjazd do innego miasta, są skomplikowane i obwarowane systemem zakazów.