Wybierając teatr jako metaforę rzeczywistości psychicznej, chciałabym uniknąć odwoływania się do typowych psychiatrycznych i psychoanalitycznych klasyfikacji zaburzeń psychicznych. Te terminy służą do opisu objawów, a nie ludzi. Gdy mówimy, że ktoś jest „neurotyczny”, „psychotyczny”, „perwersyjny” albo „psychosomatyczny”, brzmi to nieomal tak, jakbyśmy pod adresem tych ludzi kierowali wyzwiska; nie można tymi terminami opisywać bytu tak złożonego i subtelnego jak ludzka osobowość. Postępując tak, nie tylko oszukujemy siebie, uznając, że powiedzieliśmy coś istotnego o drugiej osobie, ale zakładamy, że reszta z nas pozostaje wolna od psychicznych dramatów skrywających się za objawami, do których odnoszą się te terminy.