W połowie lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku pojawił się we Wrocławiu nikomu nieznany młody poeta z Mikołowa, który swoim debiutem wstrząsnął polską sceną literacką. Spowodował wiele skandali i naraził się wielu czynnikom. Wyskakiwał przez okna, pisał wiersze na plecach swoich kobiet, ciął sobie żyły, nacinał twarz i nieustannie prowokował otoczenie. A przede wszystkim gorszył tradycyjnych czytelników nową, odważną, wręcz heretycką metaforyką i obscenicznością. Wyrąbywał nową ścieżkę w polskiej Literaturze.