Jest taka Księga, której nie wymyślił człowiek, choć o nim traktuje. Z należytą powagą, skupieniem, pokorą. Nie urzeczawia go i nie ubóstwia. Nie dodaje wartości, lecz i nie odbiera. A pytań o jedno więcej stawia niźli odpowiedzi. Zwłaszcza to jedno: kim jest człowiek? Natchnieni mówcy różnie powiadają, aż dziw, że każdy z nich mędrzec... Aż dziw, że każdy natchniony, a mówi inaczej. Inaczej przemilcza szarą sferę domysłów (...): homo viator - ten, co się kończy nie wiadomo dlaczego, homo sociale - ten, co nie chce być sam, choć nie umie być razem, homo faber - ten, co stwarza, choć niszczyć mu lepiej wychodzi, homo religiosus - ten, co klęka z miłości, choć wierzy ze strachu, homo ludens - prześmiewca. Obraz, co stal się obrazą. Więc kim jestem? Tym wszystkim - wtedy byłbym nikim! Lecz jeszcze bardziej nikim, jeśli w ogóle nie pytam. To nie w pytaniu ukryte ryzyko. Ryzyko w odpowiedzi! (ze wstępu)