(...) Między tymi dwoma perspektywami, z których jedna jest perspektywą pogodzenia się, „pozytywnej” współpracy, a druga perspektywą walki, „romantycznego” nieprzejednania, rozgrywa się dramat Piotra, który porzucił powstanie, ale nie może i nie chce się udomowić. Nosi w sobie stale dwa ciernie, bolesne rachunki sumienia, nawzajem wykluczające możliwość utożsamienia z którąkolwiek z tych perspektyw. Między porzuceniem powstania a jego zdradą jest ta granica, którą Piotr usiłuje wyznaczyć; między pragnieniem ocalenia własnego życia a współpracą z zaborcą przepaść, której nie chce przekroczyć. W tym sensie jest kimś nowym nie tylko w swym otoczeniu i wobec dawnych współtowarzyszy, jest też kimś nowym w naszym utrwalonym dotąd wizerunku przeszłości. Ucieleśnia poszukiwanie jakiejś innej drogi, nieznaną wówczas możliwość – z trudem wydobywającą się, wydzierającą ze starych przeciwstawień. [...]