A ja czułem, że ściany wokół mnie się zakołysały. Coś niewysłowionego. Czułem to wtedy - tak samo jak czuję teraz, kiedy usiłuję to wyrazić - że rodzaj tego szczęścia, tej rozpierającej, zatykającej dech radości, jest nie do opisania. Jako pisarz odczuwam bezsilność. Ale pamiętam to rozkołysanie w sobie jak powolny taniec ze ścianami. I pamiętam, że łączyło się z tym uczucie lęku - jakbym stanął nad przepaścią - za tę istotkę, którą powołaliśmy do życia - lęk przed pytaniami, które ona może nam zadać, radosny strach, coś metafizycznego. fragment