Od czasów Oświecenia teologia i sztuka podążają odrębnymi drogami, w poczuciu wzajemnej obcości i izolacji. Artyści w swej autonomii rzadko inspirują się religią, o wiele częściej szukają motywów swej twórczości w sferze profanum niż w przestrzeni sacrum. Natomiast teologowie są nieufni wobec sztuki, w której trudno doszukać się wątków nawiązujących wprost do Objawienia. Raczej bywa ono przez nią skrywane, czasem kwestionowane. Reakcją teologów jest więc wcale nierzadko wysuwana wątpliwość: czy sztukę współczesną można jeszcze uznać za locus theologicus? W efekcie sugeruje się podział na sztukę religijną czy, ściślej, chrześcijańską, odnoszącą się w swych motywach do prawd wiary i sztukę świecką, milczącą o Bogu.