Kmita natarł na króla z nie zwykłą zapalczywością i odwagą. Niczego już w bawełnę nie owijał, miotał królowi oskarżenia prosto w oczy, piorunował go spojrzeniem i gromił go tubalnym głosem. W mowie jego połączył się żywioł demagogii z nienawiścią do króla, nie pospolity dar retoryczny z gwałtowną namiętnością, każde jego słowo, każdy gest mocno trafiały w przeciwnika.