Stary polski grabarz, którego nazywamy Dziadkiem, postanowił ocalić mnie i moje dziecko przed tak zwaną "niemiecką akcją przesiedleńczą". Wykopał głębokie podziemne pomieszczenie - "grób", gdzie mogliśmy żyć nie nękani. Dziadek musiał zasypywać groby żydowskich zmarłych, a przeszkadzały mu w tej pracy łzy nieustannie napływające do oczu. Szczególnie trudnym zadaniem było dla niego pogrzebanie Izaaka, którego pokochał jak syna. Przynajmniej jego łzy spadły na ten grób, którego ja nie ośmieliłam się odwiedzić mimo rozpaczy i cierpienia.