Nie da się wykluczyć, że gdyby Marcel Proust żył w Rosji schyłku XIX wieku, pisałby jak Bunin. Taka bowiem literaturę piszą bowiem synowie starzejących się rodziców i starych rodów – panicze dorastający w zapadających się w ziemię dworkach ocienionych rozrośniętymi drzewami, których nie ma komu przyciąć. Po czym, po kataklizmach I wojny światowej i rewolucji, epoce jazzu i kobiecych pantalonów, wspominają na jałowej ziemi wygnania kosmiczny ład tęczującego ogrodu dzieciństwa. Dałoby się wywieść powinowactwa literackie „Życia Arseniewa” z „Doliny Issy”, z prozy Iwaszkiewicza, Nabokova, Rotha.