Sztuka Artura Żmijewskiego wydaje się bezwstydna: nagie ciała, gra w berka w Auschwitz, wystawienie mszy w teatrze. A tak naprawdę bardzo wiele w niej wstydu. Naszego własnego. Przed patrzeniem na kalectwo, słuchaniem chóru głuchoniemych. Przed udziałem i zaangażowaniem. „Demonstrować? Przecież to obciach” - myślimy. Artysta konfrontuje nas z tym obciachem, ze społecznym i psychicznym oporem. Z silną pokusą cynizmu.