Gdańsk ma dwa oblicza. Jedno to ogromny zespół pięknych budowli: mury, baszty, wieże, ozdobne kamieniczki, dumne ratusze i potężne kościoły kryjące wewnątrz cenne dzieła sztuki. To żywy, prężny, prawidłowo działający organizm miejski z portem, zakładami produkcyjnymi, uczelniami i tysiącami ludzi spieszących do pracy po ulicach starych i nowych dzielnic. Drugie oblicze ukazuje się, kiedy zaczynamy szperać po dawnych księgarniach i dokumentach. Wyłania się z nich przeszłość – ciekawa, barwna i skomplikowana, w której nie ma nic, czego byśmy się musieli wstydzić lub obawiać. Okazuje się, że współczesne instytucje i urządzenia sięgają początkami daleko wstecz, że nasza działalność jest kontynuacją prastarego ciągu rozwojowego, że to wszystko, co go próbowało hamować, było tylko epizodem, nawet jeżeli niosło zagładę.