Choć skromność autora każe mu nazywać własne dzieło zapisem wspomnień dotychczas pojawiających się jedynie w rozmowach z przyjaciółmi, to recenzent ma prawo mówić pełnym głosem. I mówi. Książka Józefa Wójcika powstała jako świadectwo jednego człowieka i reprezentacja nieprzebranej rzeszy Mazowszan. Być może takich historii usłyszymy jeszcze wiele - ta, o której mowa dzierży nie tylko palmę pierwszeństwa, ale również laur niebywałej, bo nieużywanej dotąd, literackiej staranności. Opowieści Józefa Wójcika czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem, co powodują nie tylko meandry historii, na których tle członkowie jego rodziny dokonują rzeczy niezwykłych i zupełnie pospolitych; czyta się je jednym tchem z uwagi na epicką swadę autora. Dykteryjki mieszają się tu z poważną analizą sytuacji chłopstwa, opowieści o robieniu na złość niemieckim oficerom z poważnymi diagnozami politycznej sytuacji. Trzeba zaznaczyć, że autor stanowczo podkreśla świadomość okupacyjną mazowieckich chłopów, ćwiczoną wcześniej wielokroć przez koło zamachowe historii.