Gdy po piętnastu latach spojrzałem w błyszczące gniewem oczy mojej żony, zrozumiałem, że to, co brałem za pewnik – nasz związek, nie jest niczym pewnym. Uświadomiłem sobie, że dotąd traktowałem moją żonę jako trofeum – zdobyte i ustawione na półce – a nie jako towarzyszkę życia czy przyjaciela, z którym mogę podzielić się tym, co dzieje się w moim wnętrzu. Pewne sygnały pojawiały się już wcześniej, zanim wyjechałem na wojnę do Wietnamu, jednak ich nie zauważyłem. Typowy facet! Ale tym razem filozofia „drugiej szansy” skończyła się!