Przez długie lata świat przyglądał się ze zgrozą wirującej obłędnie karuzeli wojny wietnamskiej. Przyglądać się jej mógł tym lepiej, że była to pierwsza w historii wojna "telewizyjna." Dzięki telewizji nie potrzebowaliśmy wysilać wyobraźni. Każdy widział dokładnie, jak amerykański żołnierz przytyka płomień zapalniczki do strzech chłopskiej chaty, jak spod kadłubów superfortecodrywają się koziołkujące bomby, jak na sjagońskiej ulicy płoną żywcem mnisi buddyjscy, jak umiera Nguyen Van Troy, który chciał zabic Mac Namarę, jak rozpaczają matki, którym zabito dzieci i dzieci, którym zabito matki.