Bogumiła Maleta ukazuje niesamowite wnętrze kobiecej wrażliwości podsycone obserwacją, rozmową samej ze sobą, z emocjami i z kolorowym światem. Nie jest to poetyka łatwych wzruszeń, to dojrzała, świadoma gra umysłu i słów, często podszyta dystansem i poczuciem humoru. Tom intryguje przestrzenią samorealizacji, która jakby była głównym bodźcem do pełniejszej formy kobiecości. Zmysły nam sporo odsłaniają i zasłaniają, a to również stanowi istotny aparat poznawczy. Przyglądając się wierszom, które celnie współgrają z Trodą – bohaterką malarstwa Romany Klinkosz, można dostrzec indywidualny język – sposób budowania treści, łamanie składni, niedookreślenia. I odbywa się to bez literalnej kolizji z powszechnie przyjętym warsztatem poetyckim. W tomie "wiedziona" poprzez symbol dłoni (a z nimi nie zawsze wiemy co zrobić... które drżą, wahają się, milczą, są śmiałe lub pełne obawy) warto zostać uwiedzionym, aby poczuć ten poetycki dotyk, a właściwie silny zdecydowany uścisk, debiutującej na polu czy poletku literatury, autorki.