Chociaż modlitwa chrześcijańska jest przede wszystkim „dziełem Boga” w człowieku, to jednak wysiłek człowieka i jego zaangażowanie jest tu nieodzowne. Ojciec J. B. Lotz SJ w książce Wdrożenie w medytację nad Nowym Testamentem dobrze wyważa tu proporcje: „W medytacji chrześcijańskiej wysiłek ludzki zbiega się z działaniem Bożym. Z jednej strony wysiłek ludzki, związany często z niemałym trudem, jest konieczny; z drugiej strony stanowi on jedynie współdziałanie z działaniem Boga, który w najgłębszym sensie i jako pierwszy daje do medytacji impuls i rozwija ją. Dlatego nie istnieją żadne metody niezawodne i niejako mechanicznie wywołujące medytację. Wszystko jest tu ostatecznie raczej darem łaski, czyli pochylającego się ku nam łaskawie Boga, co dotyczy szczególnie wysokich szczebli medytacji(...) Konkretnie rozbudza w nas medytację Duch Święty. Jest On najbardziej wewnętrznym nauczycielem, który pobudza i zapładnia cały wysiłek medytacyjny i którego impulsom muszą być posłuszni najbardziej choćby doświadczeni nauczyciele ludzcy, jeśli nie chcą zejść na manowce” (Kraków, WAM 1987, 51–52).