Nowy Jork, A.D. 2001. Pękła już internetowa bańka, Dwie Wieże jeszcze stoją. Innymi słowy, błogi czas. Po Dolinie Krzemowej ciągle hula wiatr, Web 1.0 dostał właśnie młodzieńczych pryszczy, Google jeszcze nie wszedł na giełdę, a Microsoft dalej uważa się za imperium zła. Trudniej zbić fortunę niż u szczytu technologiczno-gospodarczej euforii, lecz cwaniaków chcących ulepić sobie przyjemny kawałek z resztek tortu bynajmniej nie ubywa.