Gdy i w Winnicy zrobiło się niebezpiecznie – rewolucja, rzezie, przeganianie, mordowanie – Tatuś postanowił przebić się do Krakowa. Była zima, mieli jakieś sanie, konie, wyruszyli więc w drogę do Polski centralnej. Babunia jechała z naszymi rodzicami jako ostatnia, gdyż cała rodzina była już w Krakowie, a więc: Walerek, Jaś, Marynia, Loluś i Andzia. Babunia miała tyfus plamisty. Wyobraźmy sobie teraz: Babunia leży na saniach, Mama z maleńkim dzieckiem obok, Tatuś siedzi na ocalałych rzeczach i powozi. Po drodze spotykają patrol bolszewicki, który zagradza im drogę. Pada pytanie: „Kto wy jesteście?”. I, jak Tatuś opowiadał: „Wtedy przyszło natchnienie jakby z nieba – mów prawdę”, więc powiedział: „Pomieszcziki”, to znaczy: ziemianie. Bolszewik się roześmiał i powiedział: „Gdybyś ty był pomieszczik, to byś się nie przyznał, dawaj jidi”, co znaczy – jedź. Dojechali do Kamieńca Podolskiego i tam spotkali polskie wojsko, które z Piłsudskim szło w kierunku Kijowa.