Uprawianie istotnie niezależnej publicystyki – poza tym, że jest formą cywilnego samobójstwa na raty – co do meritum okazuje się dziś dziecinnie proste. Wystarczy rejestrować to, czego z całą pewnością nie uzna za stosowne odnotować prasa mieniąca się „poważną”. Cały ten post-peerelowski „świat nieprzedstawiony” jest tak rozległy, że tematów nigdy nie zabraknie tym, którzy zechcą się tylko po nie schylić.