„Każdy sądzi po sobie, toteż uparty, rygorystyczny duch Pustyni myślał, że nic się nie zmienia. Był bardzo zdziwiony, gdy dowiedział się, że materia przecieka przez formy i że człowiek pozostając pozornie tą samą istotą może pod powłoczką ciała stokroć umrzeć i narodzić się na nowo.Przypomniała mi się ta wschodnia przypowiastka, gdyż pod koniec okresu, o którym będzie tu mowa, zostałem pozbawiony rdzenia życia i moja ucieczka była właściwie poszukiwaniem nowego istnienia. Nie mając wprawy w pisaniu powieści zamierzałem opowiedzieć o wszystkim po kolei, lecz mój przyjaciel, który pochłonął chyba całą literaturę awanturniczo-brukowo-kryminalną, mawiał w podobnych wypadkach, że to znaczyłoby od pierwszego zdania „położyć“ całą sprawę. Że jeśli w opowiadaniu jest choć jeden trup, to byłoby własnie kryminałem nie wyeksploatować go do reszty. A więc musiałbym zacząć wprost od tej nocy, kiedy opuściwszy towarzystwo poczciwych „upiorów“ wyszedłem na drewniany ganek i obróciłem się w stronę nocy. [...] Potem oddaliłem się z moich rodzinnych stron na zawsze.“