Gdyby Kościołowi i teologom chodziło naprawdę o historycznego Jezusa, wówczas musieliby mówić o człowieku, który domagał się radykalnego odrzucenia wszelkiej własności, aby tym sumienniej móc przestrzegać Prawa Mojżeszowego. Musieliby mówić o człowieku będącym Żydem z krwi i kości, który, zapowiadając nadejście Królestwa Bożego, nie miał na myśli jakiegoś wydarzenia w wymiarze duchowym, lecz zbrojne powstanie przeciwko rzymskiemu okupantowi. Zamiast tego Kościół i teologowie głoszą nam urobioną przez historię i tradycję naukę o "Chrystusie", odkupicielu grzechów, synu Boga zrodzonym z dziewicy, który zmartwychwstał, a następnie dokonał wniebowstąpienia. Słysząc te słowa, historyczny Jezus w ani jednym z nich nie rozpoznałby siebie, ani razu nie mógłby powiedzieć: "tak, to ja".