Pewnej nocy przyśnił mi się Wielki Ro. Tak się w każdym razie przedstawił. Dał mi do zrozumienia, że może ofiarować mi szansę powtórki z życia. Nie skorzystałam z niej, bo właśnie się obudziłam. Usiadłam natychmiast do maszyny i przeklepałam kilka stron konspektu tej małej powieści. A ponieważ działo się to w czasach siermiężnej, szarej rzeczywistości, wymyśliłam dla swojej "Szansy" inną codzienność, inne nazwy i imiona.