Żył na ziemi człowiek, mąż gigantycznej siły ducha. Długo modlił się z niepowstrzymanym płaczem:, "Zmiłuj się nade mną" , ale Bóg go nie słuchał. Upłynęło wiele miesięcy takiej modlitwy i siły jego duszy się wyczerpały. Wpadł w rozpacz i zawołał: „Jesteś nieubłagany!", l gdy wraz z tymi słowami coś jeszcze pękło w jego wyczerpanej z rozpaczy duszy, nagle ujrzał przez mgnienie oka żywego Chrystusa. Serce jego i ciało wypełnił ogień z taką siłą, że umarłby, gdyby ta wizja trwała choćby chwilę dłużej. Potem już nigdy nie mógł zapomnieć niewypowiedzianie łagodnego, bezgranicznie miłującego, radosnego, pełnego niepojętego pokoju spojrzenia Chrystusa. Przez następne długie lata swego życia nieustannie świadczył, że Bóg jest miłością — bezmierną i niepojętą.