Nie ma potrzeby przedstawiać tu bliżej autorów, a zarazem bohaterów tej książki. Najlepiej robią to na jej kartach oni sami. Znani są już zresztą także w Polsce z licznych doniesień mediów jako czołowi "antyglobaliści". Ta etykietka w żaden sposób nie oddaje jednak istoty rzeczy. Bo czy właściwe jest opatrywanie nią tych, którzy domagają się, by prawa człowieka respektowano tak samo w każdym zakątku globu? Czy zasługują na nią ci, którzy opowiadają się za utrzymaniem różnorodności tradycyjnych kultur przeciw ujednoliconej, skomercjalizowanej i odwołującej się do najniższych instynktów kulturze masowej, kreowanej przez wielkie koncerny w imię zysku? Czy antyglobalistami są ludzie występujący w obronie bezlitośnie eksploatowanej i niszczonej natury, a tym samym przyszłości naszej planety?