Niniejszy tom jest niejako wyborem z wielu lat. W wierszach ułożonych w kilka cykli od początku widać niezwykłą wprost wrażliwość na fizyczną stronę świata; w metaforze poeta odwołuje się do takich doznań, jak smak, dotyk, przede wszystkim zaź słuch. Siła tego obrazowania wzięta jest przede wszystkim z przyrody, a nie krajobrazu miejskiego. Nie znaczy to jednak, byśmy mieli do czynienia z poezją, która jest pochwałą wsi i "prostego życia na roli". Występujący tutaj element sielskości czy swojskości jest nasycony nutą goryczy. Uczucie to bierze się zapewne z refleksji autora nad kruchością ludzkiego życia, która w wierszach nieustannie towarzyszy podmiotowi lirycznemu w spotkaniach ze światem go otaczającym. To tak, jakby Jaremin właśnie w przyrodzie widział możliwość sugestywnego ukazania nikłości ludzkiego losu.