Rzecz zaczyna się z pozoru niewinnie, sennie, odpowiednio do tytułu pierwszego opowiadania – "Niedziela w Oberheim" i otwierających je słów: "Nawet nie niedziela, tylko niedzielne przedpołudnie. Trzy sceny, tysiąc słów". Czyżby autor zapraszał do przyjrzenia się jego warsztatowym ćwiczeniom? Już wkrótce jednak czuć, jak te tysiąc słów spowija smród siarki – schodzimy do piekła, jakie stwarzają sobie zwyczajni ludzie. Jančar wkracza w rejony, które z takim mistrzostwem eksplorował Gustaw Herling-Grudziński.