- Wiesz lusterko - mówię do siebie. - Wziąłem. I cóż w nim widzę? Szpakowate włosy, okrąglejącą twarz, oczy zmęczone i szarzejące. Grzież owa mołojecka, harda uroda?... Słyszysz, szydercze cmokanie księdza prefekta? "Do fryzjera zachciewa ci się chodzić, trefić sierść na czubie, a na zbawienie duszy czarnego murzynka nie dasz dziesięciu grodzy. Ach, ty cholerna piękności!" Nie uśmiechaj się do tych słów, bowiem pochwała oznacza wyrok. Nie rozumiesz? Ty już nie należysz do tego, którgo fotografię może ona zachowała. Jeśli jeszcze żyje.