Papadiamandis ma swoją legendę. Jawi się w niej jako osobliwy dziwak samotnik, snujący się po zaułkach ubogiej dzielnicy Psiri w Atenach, otulony niezależnie od pory roku w sfatygowane palto, żeby nie widać było zniszczonego nędznego garnituru, z potarganą czupryną i niedbałym zarostem. Pijany asceta, wiecznie borykający się z biedą, często nie mający paru groszy na obiad, to znów trwoniący honorarium z artykuł lub opowiadanie w jeden wieczór w tawernie. [...] Zacny barba-Aleksandros, którego w ostatnich latach jego życia można było spotkać na ryneczku Skiatos, jak siedzi samotny, posępny i zamyślony przy swoim winie i kontempluje codzienne życie małej wyspy.