„Mam 64 lata. Jestem po swojemu szczęśliwy. Dolega mi to i owo, niczego się nie dorobiłem, nie zbudowałem domu, nie posadziłem drzewa, ale mam wspaniałą rodzinę, wypróbowanych przyjaciół i świadomość, że spędziłem życie tak pożytecznie, jak tylko umiałem. Chyba nie zmarnowałem czasu, który mi na tym świecie dano. Ale kiedy późnym wieczorem wracam wreszcie do naszego mieszkania na warszawskim Żoliborzu, kiedy - jak teraz - siadam przy biurku, które wraz z całym tym mieszkaniem odziedziczyłem po ojcu, nie mam poczucia sukcesu.