"Mimo że po pierwszej zwrotce "Uranowego zalewu..." pochopnie stwierdziłem, iż mam do czynienia z przeintelektualizowanym piórem i nadmierną kombinacją w stylu. Ochoczo jednak przyznaję się do błędu, albowiem już przy drugiej i trzeciej strofie moje postrzeganie poezji Tomasza Kowalczyka zmieniło się diametralnie o 180 stopni. A to za sprawą niebywałego wyczucia języka polskiego i fantazji w jego użyciu, za sprawą których Kowalczyk robi z polszczyzny prawdziwe dzieło sztuki. Z tak kapitalnie koronkowym, ażurowym wręcz układem liter, sylab, słów i wersów spotykam się bodaj po raz pierwszy! Podobnie jak i z tak żywym, fantazyjnym i kreatywnym, a przy tym niepretensjonalnym słowotwórstwem. Toż to rzecz wprost niespotykana!"