W świetle dokumentów, wysprzątanych przez generałową Kiszczakową spod łóżka zmarłego męża, dotąd pozostających „w dyspozycji naczelnego dowództwa”, aż strach pomyśleć, co mogło być celem „pokojowej rewolucji »Solidarności«”, więc na wszelki wypadek lepiej jej nie kończyć... (...). Zakończmy ją więc, jak poprzednie pokojowe rewolucje — zmianą mord przy korycie, zmianą stosunków własnościowych we wszystkich tych centrach, które zależą od decyzji politycznej. Ponieważ zaś takich miejsc jest w naszym politycznym kapitalizmie coraz więcej, śmiało możemy powiedzieć, że od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy dawnych „właścicieli” stanie się „własnością”.