Tytuł jest mylący. Autor nie opowiada o kolejnym samotnym rejsie lecz skarży się, że jest samotny w większości swoich przedsięwzięć. Same przedsięwzięcia są imponujące – budowa dwóch żaglowców: „Pogorii” i „Fryderyka Chopina” i niezwykłe rejsy na nich – z polarnikami do Antarktyki, z dziewczętami do Kanady, z Amerykanami i Rosjanami wokół Ameryki Południowej, z kolejnymi szkołami przez Atlantyk. Po raz pierwszy Krzysztof Baranowski pozwala sobie na wątek osobisty, z którego wynika, że przez życie też żegluje burzliwie. Jacek Czajewski pisząc o tej książce nadaje recenzji tytuł „Spowiedź kapitana” (przeczytaj!) i to jest chyba bardziej adekwatny tytuł.