"Słońce prało niemiłosiernie z wysoka, mąciło rozum. Vietnamczyk zbliżał się krok za krokiem. Coś poruszyło się za nim, na skraju dżungli. "Whisky" przymknął na chwile powieki, by później lepiej widzieć. Z miejsca, do którego zaszedł, nie było odwrotu. Chodziło już tylko o to, by sczeznąć z jak największym hukiem i trzaskiem."