Wędrowiec, pielgrzym, podróżnik, filozof, mistyk, uczony, każdy, kto próbuje zgłębić sekret, przekroczyć granice poznania, wykreować nowe światy, zejść w głąb, odwiedzić kopalnie minerałów i zapuścić się w otchłanie własnej jaźni - w takiej czy innej formie, prędzej czy później dotyka Schillerowskiej epifanii. Romantyk odkrywa raz jeszcze, idąc śladami starożytnych i nowożytnych uczonych i artystów, nieznany wymiar kosmosu, świata, egzystencji, niechybnie stając u wrót nieskończoności. I tu częstokroć dociera do granicy wysłowienia: „Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie". Albowiem wiedza jest w jego przekonaniu językowo niewyrażalna, akonceptualna, nie daje się zamknąć w ramy określonych pojęć i kategorii, których zresztą nie staje, by objąć bogactwo wrażeń i odczuć, jakie przynosi dzieło otwarte świata i kosmosu. Zwłaszcza, gdy zbliża się do sacrum, bądź wprost czuje obecność Boga. Wówczas, jak rzecz zanotował jeszcze przed Adamem Mickiewiczem Friedrich Hölderlin: