W minionym stuleciu socjologowie mieli tendencję do lekceważenia religii. Spodziewali się, że w miarę tryumfu „nowoczesności” jej rola będzie maleć aż do zaniku. Wydarzenia obecnego wieku podważyły te mniemania i zmusiły wielu do odwołania swych proroctw. Coś jednak z dawnego lekceważenia pozostało, mianowicie skłonność do traktowania „religii” jako przynależnej do sfery prywatnej, a tym samym umieszczania jej obok upodobań kulinarnych czy stylów spędzania wolnego czasu. Takie milczące założenie leży np. u podstaw ideologii wielokulturowości. Da się ją bowiem tylko wówczas wcielać w życie, gdy wyznawany prywatnie światopogląd (który ludzi dzieli) jest mniej istotny od mitycznego „tego, co łączy”.