To oczywiście nie jest książka podróżnicza, ale naprawdę jest to książka o wędrowaniu. Realnym wędrowaniu poprzez przestrzeń i czas. Kontynenty i oceany. Przemierzaniu niejednokrotnie naprawę ogromnych przestrzeni lub zwykłym skoku za miedzę. Wędrówka trwa, wędrowano przez stulecia i tysiąclecia, wędrowano od zarania dziejów cywilizowanego pobytu ludzi na Ziemi. Ale to nie jest właściwie tak do końca opowieść o ludziach, chociaż nie sposób zaprzeczyć, że nie schodzą oni ani na moment z pierwszego planu. Siedząc przejawy i efekty omawianych wędrówek, można udział człowieka sprowadzić do pozornie pośledniej roli środka transportu, suwerennego wprawdzie w podejmowaniu decyzji o kierunku i drodze zmiany miejsca własnego pobytu, ale w znacznej mierze bezsilnego wobec globtroterskich aspiracji naszego głównego bohatera. O kim tu mowa i skąd ta nietypowa konwencja narracji w książce, która z założenia jest publikacją naukową? Podmiotem, jak to już anonsowano tytułem, są leksemy. Obszarami przemieszczeń - języki etniczne. Przestrzenią - czas i ziemski glob. Nie wyjaśnia to jednak pytania: dlaczego tak uparcie obdziela się tu leksemy atrybutami przejawów woli czy celowości działania? Przecież leksemy to tylko jeden ze składników języka, a sam język to intelektualny wytwór i sługa człowieka. I jest to oczywiście prawda. Ale nie cała.