Jaki jest sens cierpienia i znoszenia bólu przez osoby niewinne? Czy w ogóle można w tym przypadku mówić o jakimkolwiek sensie? Czy można usprawiedliwić choćby największe dobro krzykiem i bólem tysięcy osób umierających w wyniku głodu, wojen, chorób, wypadków? Czy można znaleźć jakieś wytłumaczenie dla matki i ojca, którzy stoją bezradni w obliczu ich dziecka zwijającego się z bólu, gasnącego w oczach z powodu choroby nowotworowej? Nie. Wszelkie słowo jawi się tu jako puste, małe, płytkie, błahe…