Urugwajskie opowiadanie, lektura jeszcze z czasów „Literatury na peryferiach”. W klimacie chyba typowe dla południowoamerykańskiego macho-litu – surowe, pozbawione bujnych epitetów zdania budują scenki jak kadry niemego filmu, co jakiś czas przedzielone dopowiedzeniem narratora. Historia osadzona w świecie, w którym kobieta przyciąga wzrok jak fantom, ale pojawia się tylko w kontekście mężczyzny. O okrucieństwie życia przeglądającym się w oczach gapiów. O jego słodyczy – skrytej za pozorami, za milczeniem, w niedoręczonych kopertach.