Wigglesworth nie uważał się za teologa, a jego nieliczne próby na tym polu opisane w tej książce dowodzą, jak słuszna to była powściągliwość. Posiadał jednak dar wnikliwego i poruszającego zwiastowania Słowa, opartego na prostej, dziecinnej wierze, a ponadto uwielbiał "trzymać Boga za słowo". Wydaje się, że nie był człowiekiem skromnym z natury, lecz wszelką chwałę zawsze oddawał Bogu i nigdy nie był posądzony o nadużywanie darów, które od Niego otrzymywał, w celu bogacenia się lub zyskania sławy. Nie założył żadnego ruchu, nie zapoczątkował żadnej nowej denominacji. Żył i umarł jako zwykły, prostolinijny chrześcijanin - "zwykły" w senie, że nigdy nie uważał się za kogoś wielkiego. Był jednak "niezwykły" ze względu na oboisty, wpływ, jaki wywierał na wielu, oraz rolę odegraną w nadzwyczajnym religijnym dramacie - narodzinach współczesnego przebudzenia charyzmatycznego.