Poezja Piotra Słomkowskiego mogłaby być żyłką słoneczną na ścianie, gdyż w jawny sposób zaprzecza nihilizmowi, poszukując mu części zamiennych w innych rejonach rzeczywistości niż tylko w nią zwątpienie. To poezja podróży i poszukiwania – nie bez przyczyny wiele z wierszy przybiera formułę pytania lub też zbioru pytań, na które brak odpowiedzi nie czyni je retorycznymi, ale raczej epistemologicznymi. Jest to też poezja trudnego optymizmu i równie niełatwej nadziei w sens toczącego się czasu. Być może jej znakiem jest Bóg, który z imienia (choć bez nazwiska) pojawia się w wielu wierszach. Być może jednak drugi człowiek. Tęsknota, poczucie pustki i bólu po nim. Poetyka Słomkowskiego opiera się na detalu i namyśle. Na obserwacji, której wiersze są refleksyjnym odbiciem i dopełnieniem. Nie ma tu miejsca na nagłe wrażenia, którym brak perspektywy, ani też na niepotrzebne słowa potokami wylewające się z wierszy współczesnych poetów. Słowa to klucze, które, zbite w stado, muszą opowiadać świat różnej maści daltonistom. Nienachalnie, ale jednak konsekwentnie, podmiot liryczny Słomkowskiego ma w sobie coś z duchowego przewodnika, któremu czasem szwankuje kompas, nigdy jednak pewność, że droga gdzieś prowadzi. W tym celu korzysta z motywów i dzieł na trwale już zapisanych w pamięci pokoleń, dając znak, że chce iść ubitą drogą cywilizacji, nie siląc się na niepotrzebne już awangardy.