Czytelnicy popołudnia, najnowszej książki Krzysztofa Niewrzędy odnajdą w niej tony znane już z jego wcześniejszych tomów. Co nie oznacza, że dykcja poety nie ewoluuje. Jest tu miejsce na ironię i autoironię, na głęboką uwagę z jaką poeta obserwuje miejski folklor, są jednak i nowe, dotąd uśpione nuty. Coraz mocniej wyczuwalny jest niepokój, z jakim Niewrzęda wpatruje się w „zachód słońca”, w zmierzch (początek zmierzchu?) rozwijającej się w nieobliczalnym kierunku cywilizacji.