"Nie wiem co mi się stało, ale nagle pod koniec 1995 roku postanowiłem, że będę pisał dziennik. [...] Kiedy po roku spojrzałem na swoje dzieło, zdrętwiałem ze zgrozy:było tego kilkaset bitych stron. [...] A w tym znaczna część zapisków, które należałoby zdeponować w jakimś banku pamięci z ostrzeżeniem: Tu jednak nasuwało się pytanie, czy kogokolwiek za 20 lat interesować będą nasze dzisiejsze niedyskrecje i komeraże... [...] Tytuł odpowiada treści. Polska - bo przecież nie Turcja ani San Marino. Żydzi - bo od najwcześniejszej młodości żyję tą nie kończącą się sprawą (jak zresztą mógłbym żyć inaczej, przeżywszy Holocaust). Wreszcie - cykliści - i o nich także jest tu mowa. [...]"