Te wiersze nie były pisane do druku. To były rodzinne prezenty. Sprawy domowe powinny zostać za progiem domu. Światło choinkowej świeczki znika w blasku jupiterów. W światłach rampy żarzące się węgielki będą wyglądały jak siwy popiół, nie ocieplą szeptu rozmowy. Dlaczego więc wydaję te wiersze drukiem? Wyobraziłem sobie ufnie, że te wiersze spod mojej choinki trafią pod choinki w innych domach, tych nadzwyczajnych domach, gdzie książki bywają prezentami.